
zaniedbałam bloga, biję się w piersi, ale to głównie przez to, że od początku roku jestem na diecie dukana i nic porywającego w kuchni nie wyczarowuję. z dzieśmi zaś piekliśmy a to pizze, a to małe ciasteczka - czyli nihil novi:)
coby jednak blog tak całkiem odłogiem nie leżał, wrzucam przepis na kurczaka pieczonego, zaczerpnięty z książki nigelli lawson "nigella gryzie". takiego kurczaka piekę dosyć często, mogę go bowiem jak najbardziej jeść na diecie, którą stosuję. a i rodzinka się posili.
całego kurczaka należy położyć piersiami do dołu i - ostrym nożem lub nożycami kuchennymi - przeciąć wzdłuż kręgosłupa, najpierw z jednej, potem z drugiej strony, a następnie wyłamać kręgosłup. potem odwrócić kurczaka i mocno nacisnąć ręką, aby się spłaszczył. tak przygotowanego marynować jak najdłużej w sosie z: jednej limonki (lub cytryny), dwóch zmiażdżonyh ząbków czosnku, ziół (ja dałam rozmaryn i cząber). kolejny składnik to 100 ml oliwy, ja dałam symbolicznie, aby powstała gęsta pasta (bo generalnie wszelkie tłuszcze sa na diecie dukana zakazane). posmarowałam kurczaka, włożyłam do miski, przykryłam folią spożywczą i odstawiłam do lodówki. potem posypałam solą morską i upiekłam bez przykrycia w piekarniku z termoobiegiem nastawionym na 240 stopni. nigella radziła 35 minut, ale po tym czasie jeszcze nie był w pełni upieczony, piekłam go około godziny, ostatnie dziesięc minut mocno przypiekając od góry, bo uwielbiam rumianą chrupiącą skórkę.
po wyjęciu z piekarnika posypałam drobno posiekaną natką. PYCHA!










